KuLISY PRACY NAD WYDAWNICTWEM MONO EGYPT. OPOWIEŚĆ O NAPOTKANYCH LUDZIACH  i  KULTURACH  MUZYCZNYCH

Egipska muzyka tradycyjna i fenomen jej powstawania nie są zbyt dobrze znane w zachodnim świecie. Profesjonalni muzycy tworzą jedną z ostatnich istniejących we współczesnym Egipcie gildii. Ustny przekaz jest do dziś głównym sposobem transferu wiedzy i umiejętności. Muzycy często sami wytwarzają swoje instrumenty i uczą tej sztuki kolejne pokolenia. Spotykając artystów z różnych regionów kraju, wszędzie natrafiałem na zupełnie odmienne, lokalne zjawiska. Muzyczna podróż przez Egipt to zmieniające się co chwilę instrumentarium, style, kultury i dialekty. Wydawnictwo Mono Egypt jest owocem dziesiątek sesji nagraniowych, zarejestrowanych w ciągu kilku ostatnich lat w prywatnych mieszkaniach, w ogrodach, nad rzekami, na zapleczach barów, na dachach, pustkowiach i w innych nietypowych miejscach na terenie całego kraju. Selekcja utworów na kasecie reprezentuje zaskakującą różnorodność muzycznych kultur regionu, położonego na styku Afryki i Azji. Poniżej dowiesz się więcej o kulisach pracy nad albumem, o napotkanych ludziach, muzycznych fenomenach i instrumentach. Układ opowieści odpowiada kolejności utworów na kasecie ale nagrania video to materiał, który nie znalazł się na składance. Absorbującej podróży!

Kair, 2019

1. Ababda, Upper Egypt

Ta sesja była dużym zaskoczeniem. Wyruszając z Asuanu, miałem sporo oczekiwań i romantyczną wizję spotkania muzyków z plemienia Ababda pod rozgwieżdżonym niebem, w jakiejś małej, zagubionej na środku Pustyni Wschodniej osadzie. Stało się jednak zupełnie inaczej i samochód Adela zatrzymał się przy bardzo jasno oświetlonym boisku piłkarskim niedaleko miasteczka Nasir w rolniczym regionie Kom Ombo. Żyjący tu Ababda dawno porzucili nomadyczne życie i zamieszkali na graniczącym z pustynią betonowym osiedlu.Na ulicy zebrało się nieco okolicznej starszyzny i młodzieży, usiedliśmy na wyściełanych dywanami szerokich ławach. Poczęstunek, powitania i gościnne gesty, ja jednak nie przestawałem myśleć, że coś poszło nie tak. Dyskomfort powiększyło pojawienie się ośmioosobowej grupy tancerzy wystrojonych w odświętne galabije z kolorowo połyskującymi kamizelkami, paskami na rękawach i wyszywanymi kołnierzykami. Tak oto europejski najeźdźca z mikrofonem i aparatem będzie rejestrował pokaz sfabrykowanego, na siłę wskrzeszanego orientalnego tańca – pomyślałem. Skonsternowany perspektywą sesji nagraniowej w świetle jupiterów na pokrytym nowiutką, miękką nawierzchnią boisku piłkarskim, wylałem na siebie szklankę wrzącej herbaty. Trzeba było jednak uszanować wszystkich obecnych i zrobić to, co do mnie należało. Nieco dla żartu rozstawiłem statywy i mikrofony na samym środku boiska, tam gdzie piłkarze wykopują piłkę na początku meczu. Ekipa się przygotowywała, a ja założyłem słuchawki i tu bez zaskoczenia – miejsce brzmiało dokładnie jak boisko. Układ okolicznych zabudowań dawał jednak dość ciekawy, płaski pogłos, który brzmiał bardzo dziwnie w nocnej ciszy. Nadzieją napawał również amatorsko zamontowany mikrofon kontaktowy na pięciostrunowej lirze zwanej tanbour. Jej zelektryfikowany dźwięk wyraźnie kontrastował z mocno już surrealistyczną scenerią.

 

Pierwsza pieśń. Szybko okazało się, że dopiero poznany wokalista jest znakomity, a jego zespół wie, co robi. Szeroko uśmiechnięci tancerze mieli w sobie tyle luzu i uroku, że już po chwili całe wydarzenie nabrało nowego wymiaru. Nieśpieszna celebracja dobrego samopoczucia na środku boiska piłkarskiego. Motywy taneczne wyraźnie opowiadały o kwestiach inicjacyjnych – stawaniu się mężczyzną. Materiału odsłuchałem tuż po powrocie do Asuanu. Był znakomity. Jedna z zarejestrowanych pieśni otwiera wydawnictwo Mono Egypt i da się w niej wyczuć swobodę i nienachalną pewność siebie mieszkańców pustyni.

Ababda zamieszkują pustynne Góry Atbaj i Pustynię Wschodnią od Qusair na północy aż po trójkąt Hala’ib na południu, przy granicy z Sudanem. Wraz z sąsiadującym plemieniem Bishari należą oni do większej nomadycznej grupy etnicznej zwanej Beja. To kuszyckie plemię zamieszkuje głównie Sudan, ale historycznie i kulturowo ma wiele wspólnego z etiopskimi ludami Oromo, Afarami z Kotliny Danakilskiej oraz z ludem Somali. Beja zamieszkiwali wybrzeże Morza Czerwonego na długo przed pojawieniem się Królestwa Aksum. Widzieli powstawanie i upadek starożytnych kultur, jednak trzymali się na uboczu, zachowując kulturową i językową odrębność. Z drugiej strony byli zawsze marginalizowani i stygmatyzowani jako barbarzyńcy i złodzieje. Tajemnicą wyjątkowej ciągłości ich kultury jest to, że nigdy nie stworzyli imperium. Nikt nie chciał im odebrać pozbawionej roślinności pustyni i skromnego dobytku, z którym – zależnie od warunków środowiska – Beja przemieszczają się kilkakrotnie w ciągu roku. Kuszyckie wojownicze plemiona wschodniej Afryki, żyjąc przez wieki na obrzeżach i pograniczach, nauczyły się czerpać z tego korzyści. Od Egiptu przez Sudan i Etiopię jednym z ich źródeł dochodu była i jest kontrabanda.

Muzyka w życiu Ababda towarzyszy przede wszystkim wieczornym spotkaniom mężczyzn. Nie są oni wybitnie zainteresowani ani zachodnim popem, ani arabskim emocjonalnym stylem tarab. Znacznie bliżej im do muzyki sudańskiej. Ich granie oparte jest na powtarzalnym rytmie przełamywanym akordami domowej produkcji tanburu. Pochodzenie tej pięciostrunowej liry jest niepewne, ale wyraźnie przypomina ona z wyglądu współczesny etiopski kraroraz starożytny hebrajski kinnor – lirę króla Dawida. Nie spodziewajmy się tu jednak solowych, lirycznych wybiegów, bowiem są one zarezerwowane dla wokalisty. Ta muzyka nie jest przeznaczona do słuchania, lecz do kolektywnego tańca. Klaskanie w dłonie, rytmy wybijane powoli na bębnach doff lub pustych plastikowych pojemnikach na wodę, rytmiczne szarpanie strun tanburu, krótkie zaśpiewy i pomruki chóru – to wszystko tworzy intensywność, która skłania do poruszania ciałem. Tańczy się z mieczami lub kijami, a choreografia opowiada historię ludu i umożliwia transfer wiedzy. Mężczyźni Ababda uwielbiają muzykę i taniec, co jest słyszalne i wyraża się w swobodzie ich ruchów.

Muzycy, którzy wzięli udział w sesji to Huh Abdul Bari al-Qusi – śpiew, jego syn Abdullah – tanbour, Mohammed Omar – obręczowy bęben zwany tar.

BEJA, SUDAN, 2013

2. Mizmar, Aswan

Mahmouda Abdela Karima i jego grupę spotkałem na ruchliwej ulicy w samym centrum Asuanu. Wśród przybyłych muzyków było kilka starszych osób, dla których sierpniowy upał tego dnia był widocznym wyzwaniem. Pustynne słońce w to wczesne popołudnie mocno dawało we znaki. Ponieważ spotkanie zostało umówione spontanicznie, nikt nie miał pomysłu, gdzie dokładnie zrobić nagranie. Zachodni brzeg Nilu jest praktycznie niezamieszkały, zatem postanowiłem zaimprowizować w nadziei na znalezienie zacienionego miejsca z dala od miejskiego szumu. Staliśmy tuż nad samą rzeką, więc muzycy dali się namówić na taki scenariusz. Nil na wysokości Asuanu jest krystalicznie czysty i – w nieznośnym upale – wręcz kusił, żeby do niego wskoczyć lub napić się wody. Od Jeziora Nassera aż po Atbarę i Omdurman nad brzegami rzeki znajdziemy tylko małe miasteczka i senne oazy. Sesja ostatecznie odbyła się w cieniu mangowca w wiejskiej scenerii tuż przy starym nubijskim domu.

Mizmar to dęty drewniany instrument dwustroikowy, spokrewniony z obojem. Zwany jest również zamr i występuje w wielu regionach Bliskiego Wschodu oraz Afryki Północnej. Jego turecki odpowiedniki to zurna, natomiast algierski – rhaita. W Egipcie mizmar występuje w trzech różnych długościach (rejestrach), które grając w trio do rytmu podwójnych bębnów basowych tabl, tworzą ensemble o tej samej nazwie. Repertuar grup mizmar ściśle wiąże się z tańcem i choreografią walki. Towarzyszy pokazom tańca z kijem tahtib, mającym swoje źródło w starożytnej sztuce walki oraz wirtuozerskim pokazom równie wojowniczej jazdy konnej mirmah.

Przeszywające powietrze dźwięki mizmaru i pędzące lawinowo rytmy obustronnych bębnów tabl tworzą niesamowicie naładowaną atmosferę, w której da się usłyszeć daleki pogłos Master Musicians of Joujouka z drugiego końca Sahary.

3. Fellahi, Nile Delta

Nagranie odbyło się w przystrojonym sztucznymi kwiatami, gościnnym pokoju ceglanego domu w jednej z bocznych uliczek miasteczka o sympatycznie brzmiącej nazwie Shatanouf. Kilku dobrze znających się lokalnych muzyków nieśpiesznie dyskutowało nad wyborem materiału. Ostatecznie nagraliśmy kilka zupełnie nowych kompozycji składających się z wielu tematów charakterystycznych dla rolniczej kultury fellachów. Przeplatające się w nagraniu rzewne motywy przekazywane są tu z pokolenia na pokolenie i opowiadają historię trudów oraz radości życia prostego ludu, który od zawsze związany był z pracą na roli. Samo określenie fellah oznacza w języku arabskim człowieka pchającego pług. Dawniej fellahowie pracowali dla posiadaczy ziemskich, a obecnie to głównie drobni lub zrzeszeni w spółdzielniach rolnicy zaopatrujący w produkty rolne cały pustynny kraj. Ich największa populacja zamieszkuje od tysięcy lat żyzne tereny Delty Nilu, nawadniane starożytnym systemem kanałów. W nadziei na lżejsze życie wielu z nich przeniosło się na początku XX wieku do Aleksandrii, Tanty, Kairu i innych miast, tworząc tam kulturę zwaną sha’bi.

Badania etnograficzne wśród fellahów wykazały zaskakującą ciągłość wielu tradycji i wierzeń, których źródła sięgają starożytnego Egiptu. Jedną z nich jest sztuka budowy instrumentów. Kultura ludowa w gęsto zamieszkałym terenie to niekończąca się przeplatanka ślubów i pogrzebów, co też tłumaczy wysokie zapotrzebowanie na profesjonalnych muzyków. Aktualnie instrumentarium weselne poszerzyło się o keybordy i syntezatory, ale starsze instrumenty pozostają jak najbardziej pożądanym elementem. Wiodącym instrumentem podczas sesji w Shatanouf był zbudowany z trzciny, podwójny klarnet arghoul. Amin Shahin nauczył się gry i sztuki budowy instrumentu od swojego ojca Ibrahima Shahina – szanowanego w całym Egipcie artysty. Jedna część klarnetu służy do wygrywania melodii, a druga produkuje dron w różnych rejestrach, zależnie od tego na jaką długość przycięto trzcinę. Dron jest ciągły, ponieważ podczas gry stosuje się oddech kołowy.  

Na tabli znakomicie zagrał Ibrahim Shazly, a na mizmarze natomiast Naim Farouk.

 

 4. Kunuz, Nubia

 Nagranie przenosi nas z powrotem do Górnego Egiptu – w bardzo szczególny jego region. Dolinę Nilu od Asuanu aż po Dongolę w Sudanie od starożytności zamieszkiwali Nubijczycy, piękni, wysocy ludzie o ciemniejszym niż mieszkańcy Dolnego Egiptu kolorze skóry. Jeszcze do niedawna ich świat stanowił rozciągnięty na setki kilometrów, wąski pas zielonego terenu, gdzie Nil przecina pustynię. Potężna rzeka, tocząc swoje wody przez wysuszony słońcem, monotonny krajobraz, umożliwiała uprawy sorgo i daktyli i była dla mieszkańców święta. Egalitarna nubijska struktura społeczna oraz wymuszony przez trudne warunki życia stosunek do wspólnej własności stanowiły dla zachodnich badaczy i podróżników dowód na to, że społeczna utopia może się urzeczywistnić. Kolorowo zdobione nubijskie domy, podobnie jak zabytki Starożytnego Egiptu i Królestwa Kusz, spoczywają obecnie na dnie Jeziora Nassera. Ten sztuczny zbiornik powstał w wyniku budowy Wysokiej Tamy Asuańskiej, kilkanaście kilometrów na południe od miasta. Do końca lat 60. wysiedlono z tych terenów ponad 120 tysięcy Nubijczyków, z czego nieco ponad połowa zamieszkała w kilku lokalizacjach po egipskiej stronie granicy. Mimo upływu czasu Nubijczycy do dziś posługują się własnym językiem i zachowują znaczną odrębność kulturową. Wyznawany przez nich islam żywo przeplata się z ceremoniami poświęconymi duchom besmego oraz córkom Nilu, o czym nieco więcej opowiem w kolejnym wpisie.

Z Hamdim Rabiyyą i Refatem Sayedem spotkaliśmy się na zachodnim brzegu Nilu, nieco na północ od Asuanu. Niebieski, gliniany dom, w którym został nagrany materiał, służy obecnie jako centrum reanimacji nubijskiej kultury. Dotarliśmy tam w nocy, a więc miejsce było opustoszałe i jedyne dźwięki, jakie pojawiały się w słuchawkach podczas odsłuchu, to rechot żab, a także pomruk przejeżdżających w oddali nocnych ekspresów relacji Asuan–Kair. Hamdi i Refat są członkami plemienia Kunuz, które wraz z plemionami Faddika i Mahass tworzy współczesną nubijską społeczność. Oprócz dłoni i strun głosowych jedynym instrumentem, jaki słychać na nagraniu, jest pięknie zdobiona lira zwana w języku Kunuz kissir. Obecna forma instrumentu zachowana w Górnym Egipcie wywodzi się z okresu starożytnego Średniego Państwa i ma co najmniej 4000 lat. 

 

W sesji gościnnie zaśpiewał również Adel „Araab” Mohamed Abdo Saleh Obaid.

 

 

 

 

 

 

5. Simsimiyya, Suez

Miniaturę w wykonaniu Musy Ahmeda Musy nagraliśmy w centrum Suezu, w biurze firmy sprzedającej meble, tuż po godzinach otwarcia. Było to niemałe wyzwanie, bowiem ciszę co chwilę zakłócały dźwięki dobywające się z uliczki obok. Ryksze, samochody, śpiewy muezzina, kopiące piłkę dzieciaki, sprzedawcy owoców pchający swoje wózki i wykrzykujący głośno ceny. Obkleiłem więc mikrofonami wykonawcę oraz sam instrument – jakimś cudem w trakcie rejestracji przejechały tylko dwa auta… Simsimiyya to zelektryfikowana lira, grająca w skali arabskiej, mogąca mieć od 14 do 25 strun. Podobny instrument używany jest w Jemenie i – jak głosi popularna teoria – w 1938 roku właśnie stamtąd przywieźli ją do Suezu żeglarze przemierzający Morze Czerwone. Simsimiyya związana jest wyłącznie z miejskim folklorem miast położonych nad Kanałem Sueskim. Jej brzmienie znakomicie uzupełniło lokalny styl muzyczny. Co więcej, instrument zrobił ogromną karierę, stając się symbolem burzliwych przemian społeczno-politycznych regionu w XX wieku. Do tego tematu wrócimy za chwilę w opowieści o muzykach z Port Said.

Po sesji spędziliśmy z Musą nieco czasu w narożnym barze baladi na rozmowach, paleniu tytoniu i piciu kolejnych przesłodzonych herbat. Przyjeżdżając tu z innych części Egiptu, można się poczuć jak w innym kraju. W rzeczywistości egipskiej miasta portowe szczególnie mocno kontrastują z innymi regionami. Przemysł, nowoczesna zabudowa, wyczuwalny luz w zachowaniu mieszkańców, zachodni styl ubioru, większa dostępność alkoholu – to dynamiczne robotnicze miasto jest mocno przewietrzone z tradycjonalizmu. Mieszkańcy Suezu lubią rozmawiać o polityce i trzeba przyznać, że są w tej dziedzinie bardzo aktywni. W 2011 roku właśnie tutaj, a nie w Kairze, miał miejsce pierwszy masowy protest rozpoczynający egipską Arabską Wiosnę, która – ku zaskoczeniu wszystkich – wyniosła do władzy Mohammada Mursiego.

6. Dom, Nile Delta

Spotkaliśmy się w małym miasteczku niedaleko al-Kanatir pod Kairem. Um Sayed, kobieta około sześćdziesiątki i młody mężczyzna o imieniu Sayed Salah, ubrani bardzo skromnie, nieśli swe instrumenty w wytartych sportowych torbach. Dom, w którym mieliśmy nagrywać znajdował się przy wąskiej, pokrytej piaskiem uliczce (nigdy nie odnalazłbym jej bez pomocy moich towarzyszy). Kolorowe światełka i materiały przyozdabiały ciasne przejście między domami – tuż pod oknami naszego pokoju już niebawem miała rozpocząć się impreza weselna. DJ co o kilka minut testował możliwości soundsystemu mocnymi uderzeniami szlagierów sha’bi. Trzeba było się ewakuować, bo z sesji nagraniowej w tym miejscu raczej nic by nie wyszło. Już po chwili siedzieliśmy na skrzynkach wypełnionych mandarynkami w mikrobusie pędzącym przez wibrujące nocą miasteczka Delty Nilu. Rashida i Sayed chwycili za instrumenty. Nieprzyzwoicie napchany częstowanymi cytrusami, wystawiłem głowę na wiatr i poczułem, że przekraczam jakiś wymiar codzienności.Poczułem przenikającą wszystko miłość… Jazda jednak miała swój kres i po bliżej nieoszacowanym czasie dotarliśmy pod znany mi już dom. Najlepsza akustyka była w małej sypialni od strony podwórka. Muzycy rozsiedli się na podłodze obok szafy na ubrania, natomiast brygada zaciekawionych dzieciaków zajęła miejsca na łóżkach. Wesoły rozgardiasz tej sceny uspokoił się wraz z pierwszym dźwiękiem rababy, który wybrzmiał jak piękna skarga na trudny los lub jak najsłodszy miłosny zawód..

Rashida Sayed Ibrahim i Sayed Salah należą do egipskiej społeczności Dom. Ich przodkowie między VI a XI wiekiem opuścili region obecnego Radżastanu i Pendżabu i osiedlili się na terenach leżących od Centralnej Azji, przez Bliski Wschód aż po Afrykę Północną. Jest prawdopodobne, że Dom spokrewnieni są z zamieszkałym w Europie ludem Roma, z którym łączył ich przez wieki sposób ubioru, preferowane zajęcia i nomadyczny styl życia. Roma i Dom niezależnie od lokalizacji byli (i są nadal) na różne sposoby stygmatyzowani i wykluczani poza nawias społeczności. Zwykle wpisywali się w kategorię egzotycznego „innego”, który był jednocześnie, niebezpieczny, odrażający, ale zarazem fascynujący. W średniowiecznej Europie uważano, że Roma przywędrowali z Egiptu. Egipcjan zazwyczaj zaskakuje jednak fakt, że europejskie określenie Gypsy wywodzi się od słowa Egyptian; wielu również dziwi informacja, że w Egipcie w ogóle mieszka ktoś taki jak społeczność Dom. Nie ma danych dotyczących ich liczebności, bo w dowodzie osobistym jedynym znacznikiem jest religia. Oficjalnie Dom w Egipcie nie istnieją. Życie Dom zmieniło się wraz z XIX wieczną modernizacją kraju, trudnym procesem, który opisałem dokładniej w innej opowieści z Egiptu. Do tego czasu, koczując na ulicach Kairu lub przemierzając Deltę Nilu, funkcjonowali w arabskiej świadomości jako nomadyczne plemiona parające się na zmianę handlem, kowalstwem i muzyką. Kobiety – różniące się od Arabek swobodą i ekstrawagancją ubioru – były często tancerkami i wróżbiarkami. Około 1848 roku Pasza wydał edykt nakazujący każdemu, kto przebywał poza swoją miejscowością do niej powrócić. Jak zrelacjonował to angielski żołnierz i podróżnik 

Zarządzenie wywołało nieopisaną panikę. Liczne gangi biednych stworzeń, mężczyźni, kobiety i dzieci zostali skuci łańcuchami i wyprowadzeni przez brutalną żołnierkę z Kairu do swych odległych wiosek, gdzie nie mieli szansy zatrudnienia, a w konsekwencji innego wyboru niż żebranie.

Mniej więcej w tym czasie egipscy Dom przestali prowadzić koczownicze życie i wtopili się w egipskie społeczeństwo. Nie mając dokąd wrócić, rozproszyli się po całym Egipcie: od Aleksandrii po Luksor. Muzyka Dom jest żywym świadectwem ich historii i setek lat egzystancji poza nawiasem egipskiego społeczeństwa.

Um Sayed to wyjątkowa artystka. Dojrzały muzyk, ale w żadnej mierze nie gwiazda sceniczna. Prowadząca skromne życie spadkobierczyni kultury niewidzialnej społeczności Dom. Zjawiskowa osobowość i głos Um Sayed sprawiły, że po usłyszeniu pierwszego nagrania postanowiłem ją odnaleźć. Zarejestrowana pieśń jest oryginalną interpretacją popularnego wśród fellahów tradycyjnego tematu. Um Sayed wybija rytm na ramowym bębnie doff, a jej surowy i pełen życia głos pięknie stroi z wtórującą mu rababą – szeroko rozpowszechnionym w świecie arabskim instrumentem smyczkowym o perskich korzeniach. Po raz kolejny w Egipcie, w skromnych warunkach prowincji, miałem zaszczyt nagrywać pełnowymiarowych, doświadczonych muzyków, którzy przy pomocy prostych instrumentów potrafią opowiedzieć złożone historie całych społeczności. Po sesji spędziliśmy jeszcze razem nieco czasu na wspólnym jedzeniu i rozmowach. To jeden z tych momentów w życiu kiedy jesteś przekonany, że dopiero napotkana osoba jest ci od dawna dobrze znana.

7. Shabab il Nasr, Port Said

To nagranie reprezentuje wyjątkowy fenomen muzyczny i opowiada historię zawirowań społeczno-politycznych regionu w ciągu ostatnich 150 lat. Port Said i Ismailia to – w kontekście skali historycznej Egiptu – miasta zupełnie nowe. Suez w zasadzie też można tak określić, bo po Wojnie Sześciodniowej zostały z niego zgliszcza i wymagał całkowitej odbudowy. Charakter tym portowym miastom nadali robotnicy osiedli tu w związku z budową Kanału Sueskiego. Począwszy od 1859 roku napłynęły tu tysiące osób z różnych części Egiptu i zza granicy. Wszyscy ci ludzie przywieźli ze sobą muzyczne tradycje, które mieszały się ze sobą na różne sposoby, tworząc nowe jakości.

Na początku XX wieku Port Said był handlowym miastem globalnym, w którym co piąty mieszkaniec nie był Arabem. Egipska społeczność organizowała regularne spotkania zwane damma, podczas których śpiewano mieszankę sufickich i robotniczych pieśni przy akompaniamencie improwizowanych instrumentów. Rytm wybijano na tabli (egipski bęben kielichowy znany pod nazwą darabukka), butelkach, łyżkach, puszkach i na tym, co było pod ręką. Simsimiyya pojawiła się dopiero w latach trzydziestych i uzupełniła instrumentarium sesji damma. Jej wyraźne, metaliczne brzmienie stało się niedługo później symbolem oporu wobec brytyjskiej okupacji, towarzyszyło wydarzeniom Kryzysu Sueskiego i tworzyło zabarwiony nacjonalizmem soundtrack upadku kolonialnej dominacji europejskich mocarstw. W latach 1968-73 simsimiyya podtrzymywała na duchu uciekinierów ze zniszczonego przez izraelską armię Suezu. Simsimiyya jest też kluczowa dla tańca bambouti. Nazwa tańca wywodzi się od angielskiego określenia „bum-boat” – floty małych łodzi wiosłowych, dzięki którym lokalna populacja mogła prowadzić drobny handel z załogami przepływających statków. Region Kanału Sueskiego nie posiada tradycyjnych strojów, więc do bambouti (i innych tańców) zwykle zakłada się ubrania charakterystyczne dla grup zawodowych: rybaków, marynarzy lub straży przybrzeżnej.

Te zjawiska muzyczne to historia pokolenia, które już odchodzi. Czasy się zmieniły i młodzież wyrastająca w nowych kontekstach politycznych raczej nie będzie ożywiać muzyki damma i grać na simsimiyyi, nawet jeśli odnosi się ze szczerym szacunkiem do opowieści swoich rodziców. Starsze pokolenie muzyków króluje jednak nadal na imprezach weselnych i pozostaje bardzo aktywne towarzysko. Przebywając z Mahmoudem Ghandarem i grupą Shabab il Nasr,można się poczuć nieco jak w egipskim Buena Vista Social Club. Muzycy, którzy spędzili ze sobą całe życie, wyluzowani, otwarci, sypiący dobrymi żartami. Nagrywaliśmy na zapleczu baru prowadzonego przez jednego z ich przyjaciół. Po sesji wysypaliśmy się wesoło na ulicę rozmawiając o wszystkim, śmiejąc się, żartując. Uradowany i nieco zawiany whiskey oraz dobrym haszyszem, na moment zapomniałem, że jestem w Egipcie. Przypomniało mi o tym fakcie dopiero długotrwałe targowanie się o cenę przejazdu nocną, kolektywną taksówką do Kairu.

TANIEC BAMBUTIYYA, PORT SAID, 2018

8. Zar, Delta Nilu

Zza drewnianych drzwi dobiegało solidne bębnienie i śpiew, których nie da się z niczym pomylić. Cotygodniowa hadra (uczestnictwo) trwała w najlepsze. Małe pomieszczenie wypełnione było szczelnie ludźmi, instrumentami, dymem z kadzideł i papierosów. Kobiety siedzące wkoło na podłodze, palące sziszę i popijające piwo; zaaferowane dzieciaki i męska grupa muzyków. Pięknie niesymetryczne bębny doff, zakładane na palce mosiężne talerze sagat, i flety kawala. Mocne wokale, twarze i spojrzenia łagodne, ale skoncentrowane. Zar to duchowe zjawisko, którego źródło tryska u samych podstaw społeczności, zasilane przez wody z bardzo starych formacji skalnych kontynentu. Tu nie ma miejsca na religijną demagogię. W mikrospołecznościach Zar liczy się doświadczanie, zaangażowanie i wsparcie. Delta Nilu i Kair to ich mikrokosmos. Każda z grup jest nieco inna, jednak wszystkie funkcjonują jako samowystarczalne systemy, prawie niewidoczne w kulturze głównego nurtu. 

Nagrania nocnych ceremonii Zar to trwający obecnie projekt wydawnictwa JuJu Sounds. Więcej o kulturze Zar przeczytasz w innym wpisie na tej stronie.

9. Sufi, Al-Rifai Mulid, Kair

 

Wywracające codzienny porządek sufickie festiwale przy grobowcach zmarłych świętych zwane są w Egipcie mulidami. W marcu 2018 roku miałem szczęście dotrzeć na mulid al Sayyid Ahmad al-Rifa’i w Kairze. Z taksówki wyskoczyliśmy w okolicy cytadeli. Kilkanaście kwartałów całkowicie zaanektowanych przez suficki karnawał. Mulid to nie tylko święto religijne, ale też ludowa rozrywka, gdzie sztywne granice się zacierają. Obok sufi zobaczymy tu artystów ulicznych, parady przebierańców, karuzele, strzelnice i całą kolorowo migającą jarmarczność ludowego festynu.

 

 Na egipskich mulidach suficka praktyka duchowa zikr rozpoczyna się codziennie po zmroku i trwa do samego rana jako zbiorowa, ekstatyczna ceremonia prowadzona przez profesjonalnych muzyków. Wiele bractw przybywa wraz ze swoim wokalistą zwanym munszidem. W kolorowo przystrojonych, szmacianych namiotach improwizowane są sceny, na których śpiewają mniej lub bardziej znani wokaliści z akompaniamentem bebnów (doff, riq), fletów (kawala, ney), skrzypiec, czasem też lutni (oud) i syntezatorów. Gain na mikserach reguluje się w taki sposób, żeby na wyświetlaczu widoczna była maksymalna liczba czerwonych światełek i aby osiągnąć charakterystyczne brzmienie, przemieniające każdy utwór w dron. Efektowi sprzyja bliskie sąsiedzwo namiotów, w których koncertują kolejne grupy. Podczas mulidu al-Rifai na jednym placu odbywało się prawie dziesięć podobnych hadr (spotkań – celebracji), łatwo więc sobie wyobrazić, w jaki sposób warstwa soniczna koresponduje z duchem całej imprezy.

 

Najlepsi egipscy munszidzi – jak nagrany tu Mohamed El Sharnouby – prześcigają się w natchnionych, literackich improwizacjach, a szczególnie udane frazy nagradzane są chwalącym boga krzykiem uczestników. Śpiewy przeplatane są chrząkaniem i rykiem wokalistów lub transowymi wycieczkami skrzypiec i fletów. Otwarty i nagłośniony w taki sposób zikr przyciąga przechodniów – każdy z obserwatora może stać się uczestnikiem. Tańcząc pod deszczem kolorowych światełek, odurzona czym popadnie okoliczna młodzież, wpada w trans ramię w ramię z członkami sufickiego bractwa tariqa, bo zgodnie z doktryną sufi wydarzenie otwarte jest dla wszystkich. Celem zikru jest komunia ze świętością, a osiąga się ją poprzez ciało. Długotrwałe wirowanie przy opisanych wyżej dźwiękach, z intencją połączenia się ze zmarłym świętym, nieuchronnie wprowadza w trans. Zamazują się w nim wszelkie granice i błogosławieństwo baraka może płynąć bez przeszkód.

 Więcej o sufickich festiwalach w Egipcie dowiesz się czytając inną opowieść na stronie JuJu Sounds.

 

Luka Kumor, Styczeń 2020. 

ŹRÓDŁA 

Tuija Rinne, Sing, o simsimiyya, Translation of the article Laula simsimiyya in Finnish, published in Ishtar magazine 1/2005, El Hosseny Dance Web. http://www.elhossenydance.com/layali_simsimiyya.html

Thomas John Newbold, The Gypsies of Egypt, The Journal of the Royal Asiatic Society of Great Britain and Ireland Vol. 16, 1856

Alexandra Parrs, Egypt’s Invisible Gypsies, Kırkayak Kültür Sanat Web. https://www.middleeastgypsies.com/egypt/

Scheherazade Qassim Hassan, Musical Instruments in the Arab World, The Garland Encyclopedia of World Music Volume 6, New York and London: Routledge, 2002

Salwa El-Shawan Castelo-Branco, Western Music, Colonialism, Cosmopolitanism and Modernity in Egypt, The Garland Encyclopedia of World Music, Volume 6, The Middle East, 2002 

Rachel Aspden, Philosophical party music, New Statesman America Web. 04.06.2009https://www.newstatesman.com/music/2009/06/tanbura-music-ibrahim-spirits

Alain Weber, Music of Upper Egypt, Folkways Records FW8512, 1979, cd booklet

 

wspieraj projekt i pomóż nam tworzyć kolejne opowieści